Dawno juz nic nie pisalam, a to wszystko przez brak czasu, albo po prostu z powodu tego co sie priorytetuje. W skrocie opisze co sie zdazylo od ostatniego wpisu.
Przyjecie Halloween udalo sie! Dzieci byly bardzo zadowolone. Dzieci swietnie sie poprzebieraly.
We wtorek rano zjedlismy sniadanie, pozniej pakowalismy walizki do samochodu i juz o 11 wyjechalismy, bardzo wczesnie, ale to dlatego, zeby nie bylo stresowo. Zamiast stac nad garnkami w dziec wyjazdu, postanowilismy pojechac na obiad do Bambu. Jedzenie tam jak zawsze rewelacja!
Lot byl spokojny, a Amandka nie uchylil nawet jednego oka ;) grzeczna dziewczynka!!!
Dolecielismy do Irlandii cali i zdrowi :) Przyjechal po nas Pawel, godzina byla 23.30 jak bylismy juz na miejscu w domu u Oli i Pawla.
Nastepnego dnia byl dzien Halloween i musze powiedziec, ze tego dnia nie zapomniemy do konca zycia! Niesamowite przezycie, my z Radkiem mielismy gesia skorke. Irlanczycy naprawde obchodza te swieto! Ola wszystko przygotowala: stroje na Halloween, nawet dla nas doroslych jak i dla tych najmniejszych jak Zuzia i Amandka!!! Zadbala nawet o takie szczegoly jak obros, ciasteczka halloweenowe, woreczki.... jednym slowym bylo SUPER!
Dzieci z Pawlem i Marcinem byli na basenie, oczywiscie tak bardzo wyczekiwanym. Innego dnia bylismy w centrum, pozwiedzac Dublin od srodka (czytaj: sklepy ;) Radek troszke sie na to na mnie denerwowal, no ale coz, byc w Dublinie i nie zachaczyc o sklepy? Nie da sie! W sobote bylysmy z Ola na Car boot. Bylo dokladnie tak jak to sobie wyobrazalam. Znalazlam tam mnoooooooooostwo super rzeczy z czeko kupilam jakies 2 reklamowki, ciuszki, buciki, kocyki, zabawki... Zeby nie bylo za malo to dostalam jeszcze od Oli walizke ciuszkow dla Amandki!!!
W niedziele byly chrzciny Zuzi, Ola naszykowala tyle jedzenia, ze moznaby bylo pomyslec, ze to na wesele!!! Zuzuia w kosciele byla bardzo grzeczniutka, nawet nie zaplakala, jak jej ksiadz lal na glowke swiecona wode, a nie bylo to malo. Takze mamy w rodzinie nastepnego anioleczka, teraz tylko czas na Amandke, naszego malego usmiechnietego diabeleczka :)
Po powrocie do domu cala srode sie byczylismy, tzn ja, Oskar, Jonathan i Amanda, bo biedny Radek bo 3 godzinach spania musial isc do pracy :(
W czwartek 8/11 bylam na kontroli z Amandka, niestety spadla 30g :( co bardzo nas zasmucilo. Nastepnego dnia wieczorem Amanda krzyczala, nie bylo nic w cyckach, Radek musial pojechac po mleko i od tamtej pory dokarmiam ja 3 razy dziennie po 60-90ml i przystawiam do piersi co 2 godzine, czasem jest pusta, czasem pelna, ale dalej walczymy!
Po 5 dniach mielismy nowa kontrole i co? Poszla do gory 360g!!! Niezle jak na 5 dni!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz